Zbieramy materiały

Nieustająco poszukujemy materiałów - dokumentów, zdjęć, wspomnień... W ciągu kilku dni wykonujemy kopie, zwracając oryginalne pamiątki właścicielom. Jeśli jesteś w posiadaniu interesujących materiałów - prosimy o kontakt!

wspomnienia o mieście i ludziach

wspomnienia o mieście i ludziach

Zobacz też

co nowego w galerii:


Strona istnieje dzięki życzliwości i społecznej pracy autorów tekstów

POLECAMY



Strona główna • Autorzy • Agata Bochenek
Agata Bochenek
Marian Tuszyński
Ludzie - Życiorysy
Wpisał Agata Bochenek   

Artysta grafik, repatriant z Kazachstanu, w latach dwudziestych ubiegłego stulecia osiedlił się w Wołominie w małym domku przy ul. Poniatowskiego. W podzięce Matce Boskiej Częstochowskiej za szczęśliwy powrót do ukochanego kraju, współtworzył z pierwszym proboszczem budowanego w Wołominie kościoła, księdzem Janem Golędzinowskim, dekoracje obrazujące liturgię w Piśmie. W czasie okupacji Marian Tuszyński włączył się do walki podziemnej, prowadzonej przez grupę młodych wołominian.

Więcej…
 
Mój kolega Szlome
Ludzie - wspomnienia
Wpisał Agata Bochenek   

Syn piekarza Asza wybiegł z piekarni i ugodził nożem niszczyciela plakatów. A działo się to nie przed ostatnimi wyborami samorządowymi w Wołominie, tylko przed wyborami parlamentarnymi w 1936 r. Zdzisław Michalik wspomina, jak sam określił, ?akcenty żydowskie" w Wołominie.

Mieli swoją ławkę

- Znane mi i przechowywane w mojej pamięci akcenty żydowskie biorą swój początek w miejscu pozornie nie związanym ze sprawą. Otóż, w prawej bocznej nawie kościoła p.w. MB Częstochowskiej w naszym mieście, znajduje się ołtarz ozdobiony obrazem Świętej Rodziny. W mało eksponowanym miejscu tego ołtarza, przytwierdzona jest tabliczka informująca, że został on ufundowany przez małżeństwo Helenę i Stefana Nasfeterów, właścicieli małego dworku i otaczającego go lasu sosnowego w południowej części miasta.

Państwo Nasfeterowie byli nie tylko fundatorami ołtarza, ale również gorliwymi uczestnikami nabożeństw w wołomińskim kościele, mając w niej swoją ławkę.

Więcej…
 
Mój ojciec wiceburmistrz
Ludzie - wspomnienia
Wpisał Agata Bochenek   

Lange_9 O swoim ojcu i o rodzinie, których życie splotło się z historią miasta, opowiada PIOTR LANGE.

Zwykły-niezwykły dom przy wołomińskiej ul. Legionów. Parterowy, murowany, ukryty niemalże w zieleni. Dokoła wysokie drzewa, piękny ogród. Historia tego stuletniego domu to zarazem historia Wołomina. Jego mieszkańcy od pokoleń są znanymi i szanowanymi wołominiakami, poza tym, bywali tutaj najznamienitsi obywatele miasta, poczynając od dziedzica Woyciechowskiego i jego córki, Wacławy Mossakowskiej.

Obecnie w tym domu mieszka Piotr Lange z żoną Marią i córkami. Żona Maria, wołominianka, była nauczycielką matematyki, córka Katarzyna, absolwentka studiów ekonomicznych już pracuje, natomiast Joanna studiuje dziennikarstwo. Syn Dariusz mieszka w Warszawie, jest oficerem Marynarki Handlowej.

Więcej…
 
Nie będę chodziła do szkoły
Ludzie - Życiorysy
Wpisał Agata Bochenek   

Marzyłam o tym, że wyjadę zagranicę jako przedstawiciel handlowy - mówi Janina Martelińska, założycielka Szkoły Handlowej w Wołominie.

Nie będę chodziła do szkoły

W mieszkaniu pani Janiny Martelińskiej przy ul. Mostowej na warszawskim Starym Mieście jest bardzo dużo zdjęć, zarówno w albumach, jak i poustawianych w ramkach. Najwięcej ze Lwowa i z Wołomina. Lwów to czasy studenckie, na amatorskich fotkach panna Janina, ładna i roześmiana, zawsze otoczona jest przyjaciółmi. Zdjęcia wołomińskie to przypomnienie szczęśliwych chwil młodego małżeństwa Martelińskich. Wołomin to także ustawieni rzędem uczniowie, pozujący do pamiątkowej fotografii wraz z kierowniczką Szkoły Handlowej.

Więcej…
 
Niepoprawny romantyk
Ludzie - Życiorysy
Wpisał Agata Bochenek   

Józef Czarnecki (1891 - 1974)

Józef Czarnecki ? czołowy waltornista okresu międzywojennego. Wrażliwy, szlachetny, skromny człowiek. Nie cierpiał fałszu w życiu i w muzyce. Cierpienia, których nie szczędziło mu życie, przyjmował z godnością. O artyście, mistrzu waltorni, opowiedział mi jego mieszkający w Wołominie syn Ryszard Czarnecki.

Józef Czarnecki urodził się 13 grudnia 1891 r. w miejscowości Krasne, w okolicach Lublina, w dawnym zaborze rosyjskim. Jego ojciec był zarządcą w majątku ziemskim, matka prowadziła dom i wychowywała dzieci. Beztroskie dzieciństwo skończyło się, gdy Józef miał dziewięć albo dziesięć lat. Przed Bożym Narodzeniem ojciec wybrał się na połów ryb, załamał się pod nim lód i młody jeszcze, zdrowy mężczyzna zmarł na zapalenie płuc.

Nagle rodzina znalazła się w trudnej sytuacji materialnej, postanowiono nawet, że Józef zostanie oddany do przytułku dla dzieci. I wtedy do chłopca uśmiechnęło się szczęście, które zaważyło na jego całym życiu. W okolice Krasnego przyjechał teatr objazdowy Myszkowskiego. Zapewne ciekawy wszystkiego chłopak pobiegł oglądać przedstawienie i tak się złożyło, że zwrócił na niego uwagę sam dyrektor teatru. Myszkowski zauważył w dziecku ogromny talent muzyczny i zaproponował wspólne występy. Chłopak, mając do wyboru przytułek albo teatr, przystąpił do trupy teatralnej. Tam nauczył się grać, śpiewać, rozpoczął naukę gry na instrumentach, jednym słowem, otrzymał wszechstronne wykształcenie muzyczne.

Więcej…
 
Nigdy nie zapomnę
Ludzie - wspomnienia
Wpisał Agata Bochenek   

Leszek Ners widział na własne oczy, jak powstawały Zakłady Stolarki Budowlanej. Pan Leszek Ners mieszka w Warszawie i od wielu lat nie ma nic wspólnego z Wołominem. A jednak, gdy kilka miesięcy temu dowiedział się poniewczasie o jubileuszu 50-lecia Stolarki Wołomin SA, powróciły wspomnienia.

Urodzony w Płocku, przed wybuchem wojny skończył cztery klasy gimnazjum. Plany dalszej nauki pokrzyżowała wojna, która dosięgnęła także nastoletniego chłopaka. W 1941 r. Leszek Ners szczęśliwie uciekł z transportu, wiozącego go na roboty do Niemiec. Następnie, w marcu 1946 r. rozpoczął naukę w liceum im. Małachowskiego, w równoległej klasie z późniejszym premierem Tadeuszem Mazowieckim. Po ukończeniu szkoły średniej, chętny do dalszej nauki chłopak, przyjechał do Warszawy, na studia na Leśnym Oddziale Technologii Drewna. Ukończył je w 1951 r. i jak sam mówi, droga do wołomińskiej Stolarki była prosta.

Więcej…
 
Pierścień z dwoma orłami
Ludzie - wspomnienia
Wpisał Agata Bochenek   

Aleksander Rychta, wołominianin, urodził się w 1921 r. niedaleko obecnego miejsca zamieszkania, w części miasta zwanej Wieś Wołomin. Bo co to za miasto, kiedy domy wokół były kryte strzechą. Ojciec pracował w magistracie, gdzie zarabiał tizydzielci złotych tygodniowo, a matka zajmowała się domem l trzema synami, z których Aleksander był najstarszy.

- W 1935 roku skończyłem siedem klas szkoły powszechnej bez możliwości dalszej nauki.  Przez cztery lala, do wojny pracowałem na budowle, gdzie brat matki był majstrem.

Co zapamiętał z przedwojennego Wołomina?

- Nie było takiego bałaganu, a i ludzie się szanowali Ludzie się znali, całymi gromadami chodzili na różne imprezy w lesie, czy nad stawami.

Kryty słomą dom Rychtów w spłonął na początku wojny i rodzina zamieszkała na drugim piętrze magistratu przy ul Sienkiewicza, w pokoju z kuchenka.

Więcej…
 
Popioły i zgliszcza
Ludzie - wspomnienia
Wpisał Agata Bochenek   

W 20. rocznicę powstania Solidarności

W redakcji gościliśmy: Marka Kowalskiego, b. przewodniczącego Oddziału NSZZ Solidarność; Teresę Rogulską, b. wiceprzewodniczącą Komitetu Założycielskiego w Zakładach Stolarki Budowlanej "Stolbud"; Wiktora Miszczenkę, b. wiceprzewodniczącego Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność w "Gazomontażu", Jerzego F. Kielaka, b. wiceprzewodniczącego Tymczasowego Zarządu NSZZ Przedsiębiorstwa Poszukiwań Nafty i Gazu w Wołominie.

Ze strony redakcji w rozmowie uczestniczyli: Agata Bochenek i Marek Chrzanowski.

Więcej…
 
Tajemnica zapowiedzianej śmierci
Ludzie - Życiorysy
Wpisał Agata Bochenek   

Gdyby żył, miałby 59 lat. Gdyby żył? 11 lipca mija 20 lat od śmierci ks. Sylwestra Zycha, zamordowanego w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach.

- Ostatni raz brat był u nas w moje imieniny, 21 czerwca 1989 r. - wspomina Alicja Zych - Krasieńko. - Już wtedy wieczorem bał się samotnie wychodzić, czy wracać. U nas nie spał na wersalce, tylko na podłodze, pod samym oknem. Obawiał się, że ktoś może wrzucić coś do pokoju. Gdy widzieliśmy się ostatni raz, Sylwek przed wyjazdem na urlop powiedział: Za dwa tygodnie mogę wrócić, mogę nie wrócić, nie wiem? Testament jest w szufladzie?

Więcej…
 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 następna > ostatnia >>

Strona 1 z 2
 
Joomla 1.5 Templates by Joomlashack