|
Ludzie -
wspomnienia
|
|
Wpisał Zofia Nałkowska
|
|
Jazda z Genią [Goryszewską] i później [Wilhelmem] Machem do Wołomina. [...] Gmach Szkoły Szklarskiej ? ogromne, jasne korytarze, sale, kancelaria, redakcja ?Szkła i Ceramiki?, redaktor i dyrektor Dobrzański (żona duża z Kijowa, niezbyt lubiąca Wasilewską), jego długi, mądry, rzeczowy referat o dziejach tej Szkoły Szklarskiej, na uroczystości pierwszych trzydziestu kilku absolwentów. Ci chłopcy, parę dziewcząt. Gruby, miły (podobny do Jachimeckiego) prof. Domański, jego serdeczność dla tych uczniów, jego (przy uczcie) europejskość, rozum, wiedza. Ujrzenie zdumiewającego fenomenu szkła, chłopczyk z wierszem i dwie większe dziewczyny ? tak urocze, że chyba się wreszcie wzruszyłam. Trzeci profesor, jego doskonały speech. Dama szwajcarska z córkami Graziellą i Agnieszką, i jej mąż później, dr [Zachariasz] Frank, tu zamieszkały, pamiętający mamę jako pacjentkę, przebywający w Domu nad łąkami (w pokoju ojca) jako Żyd w getto! Jazda jego autem na Górki, Surowcew, jego pokój (zachodni) na górze, jego książki, obrazy kryształy. Spacer. Odjazd z Kobyłki.
Warszawa, 28 VI 1952, sobota |
|
|
Ludzie -
wspomnienia
|
|
Wpisał Zofia Nałkowska
|
Samochód się spóźniał. Minęła pierwsza trzydzieści, później druga i jeszcze druga trzydzieści. I chyba także trzecia. Genia [Goryszewska] zatelefonowała do Wołomina 18, do tej obywatelki Haberkowej [...]. Już jechał. Zepsuł się w czasie porannego objazdu terenu przez sekretarkę Partii. Ale jest naprawiony. Jest w nim Haberkowa. [...] Praga. Miejsce dawnego spalonego dworca Wileńskiego, skąd od dzieciństwa szły pociągi do Wołomina. [...] Wreszcie jest coś znajomego. O, tu stała buda Fiszerów, którą przenosili ze sobą jak kuferek. Tu był dom Terechowa (Fersena). Jeszcze jest, ale inny. Wjeżdżamy w drogę leśną bez drzew. Jasno, przewiewnie, nago. Dom Okoniów (Brackich) jest. Ale ani śladu Wasiaków (Dziobaków) ani Siennickich (Fuśniaków). Pusto. Duży samochód bez wysiłku wdrapuje się na tę drogę, którą między wysokimi, ciemnymi sosnami jeździłam na [koniu] Pomidorze. Jest dom niczym nie osłonięty, zmieniony. Jakieś chorągwie i delegacje. Młodzież ze szkół z kwiatami. [...] Dużo osób.
|
|
Więcej…
|
|
|
|
|
|